• Aktualność Relacje
  •  
  •  

Monodram „Dopokąd idę…”

w wykonaniu Jerzego Zelnika

W czwartkowy wieczór 5 marca - wnętrze Sali Akustycznej Zamku Królewskiego w Niepołomicach -  stało się niezwykłą scenerią dla miłośników żywego słowa i dźwięku. A wszystko to za sprawą wyjątkowych gości, którzy odpowiedzieli na zaproszenie Biblioteki Publicznej w Niepołomicach im. Tadeusza Biernata. Z monodramem „Dopokąd idę…” – opartym na wierszach i listach Cypriana Kamila Norwida - wystąpił Jerzy Zelnik, a towarzyszyła mu znakomita pianistka Monika Polaczek-Przestrzelska - wykładowca Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie.

Dla pana Jerzego Zelnika występ na Zamku Królewskim w Niepołomicach okazał się wielką sentymentalną podróżą do przeszłości. To właśnie w murach naszego zamku kręcono niektóre sceny do serialu „Królowa Bona” z 1980 roku, w którym aktor wcielił się w postać Zygmunta II Augusta. Tym razem aktor zmierzył się z trudną poezją Cypriana Kamila Norwida. Ze sceny wybrzmiały wersy „Mojej piosnki II”, „Fortepianu Szopena” czy wreszcie „Promethidiona”, a z nich wyłonił się portret „spóźnionego romantyka”. Artysty osamotnionego, opuszczonego, wygnanego… Ileż goryczy i cierpienia zawierały wyznania: „Musiałem rzucić się za ten ocean… na wszystko czekałem, dopóty aż pękło serce… wszystko mi wzięliście… nie znalazłem nigdy zrozumienia u swoich… otwierałem serce, a otwierano mi drzwi… nie widzieliście mnie z uśmiechem na ustach…” Artysty próbującego zdefiniować piękno: „Cóż wiesz o pięknem? (…) kształtem miłości piękno jest, i tyle (…) tyle o pięknem człowiek wie i głosi, choć każdy w sobie cień pięknego nosi. I każdy, każdy z nas, tym piękna pyłem! (…) Bo piękno na to jest, by zachwycało do pracy – praca, by się zmartwychwstało… O pięknem rzekłem, że jest profil Boży.” Artysty tęskniącego za utraconą ojczyzną: „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba.... Tęskno mi, Panie... Do kraju tego, gdzie winą jest dużą popsować gniazdo na gruszy bocianie, (…) Tęskno mi, Panie...”

Dźwięki kompozycji Fryderyka Chopina przywiodły na myśl wspomnienia z ostatniej wizyty poety u przyjaciela: „Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie -- pełne, jak Mit, blade, jak świt... gdy podobniałeś -- co chwila -- do upuszczonej przez Orfeja liry, (…) Zacząłże on uderzać w ton?... Czy taki Mistrz!... że gra... choć -- odpycha?..." A potem w sennym koszmarze objawiły się sceny zbezczeszczenia instrumentu mistrza: „Oto -- patrz, Fryderyku!... to -- Warszawa: (…) I znów widzę, acz dymem oślepian, jak przez ganku kolumny sprzęt podobny do trumny wydźwigają... runął... runął -- twój fortepian! Jękły-- głuche kamienie: Ideał -- sięgnął bruku--." Prorocze słowa o poniżeniu wielkiej sztuki, tworzonej przez artystów wyrastających ponad przeciętność… znalazły odzwierciedlenie w losach obydwu romantycznych twórców… „Lecz Ty? -- lecz ja? -- uderzmy w sądne pienie, nawołując: "Ciesz się, późny wnuku!...” W 1849 roku w Paryżu Norwid bolał nad śmiercią Chopina: „Rodem Warszawianin, sercem Polak, a talentem – świata Obywatel, Fryderyk Chopin, zeszedł z tego świata”. Takie słowa Cyprian Kamil Norwid zamieścił w nekrologu w „Dzienniku Polskim”, który ukazał się dzień po śmierci wybitnego kompozytora i pianisty. W maju 1883 – ten sam Paryż – dość obojętnie przeszedł nad śmiercią Norwida do porządku dziennego: „połamał skrzydła, zasnął snem wiecznym” w przytułku, w osamotnieniu, w zapomnieniu… W swym ostatnim liście poeta napisał: „Cyprian Kamil Norwid zasłużył na dwie rzeczy od Społeczeństwa Polskiego: to jest aby oneż społeczeństwo nie było dlań obce i nieprzyjazne". Jego dorobek artystyczny został doceniony dopiero przez „późnego wnuka” - Zenona Przesmyckiego, który odkrył jego talent na nowo i przybliżył odbiorcom, po wielu latach - w Młodej Polsce.

W tym kontekście nowego wydźwięku nabierają słowa: „Przecież i ja — ziemi tyle mam,
Ile jej stopa ma pokrywa, Dopokąd idę!…  Gdziekolwiek bym nie szedł…”  Ja pielgrzym… 
I każdy z nas…

Nic więc dziwnego, że występ tej pary zakończył się owacjami na stojąco. W ten sposób zebrani na sali widzowie wyrazili swoje uznanie dla kunsztu aktorskiego i muzycznego artystów. Była to niezapomniana uczta dla duszy… Za sprawą mistrzowskich interpretacji dzieł romantycznych twórców odbiorcy mogli poczuć klimat i atmosferę tamtych lat; podążyć za ich myślami, uczuciami i doznaniami…; przenieść się do Warszawy, Nowego Jorku i Paryża z XIX wieku… Z całą pewnością mogli bardziej przeżyć, zrozumieć, a być może na nowo odkryć piękno żywego słowa interpretacji i popisu aktorskich umiejętności najwyższej klasy…

Po występie - jak zwykle przy tego rodzaju spotkaniach – był czas na zdjęcia, autografy i rozmowy… Pan Jerzy Zelnik bardzo chętnie dzielił się swoimi przemyśleniami, wspomnieniami i emocjami, które towarzyszą każdemu artyście podczas realizacji tego typu przedsięwzięć. Wszyscy na długo pozostali pod wrażeniem wypowiedzianych słów i wybrzmiałych dźwięków… Każdy na swój sposób zabrał je ze sobą… Dopokąd poszedł… 

Anna Słodka